Pierwszy krok postawiony

Do awansu jeszcze długa droga, ale pierwszy krok w tym kierunku został już postawiony. Koszykarze Śląska na inaugurację rundy play-off wygrali u siebie 83:60 z Polkątami Maximus Kąty Wrocławskie. Choć wynik może sugerować co innego, spotkanie to nie należało do najłatwiejszych.

Już poprzednie starcia obu drużyn w sezonie zasadniczym nie były jednostronne i za każdym razem rywale Trójkolorowych stawiali na parkiecie trudne warunki. Dwukrotnie jednak górą okazali się wrocławianie. Najpierw w listopadzie wygrali na parkiecie Kosynierki 62:46, w lutym pokonali z kolei Kąty na wyjeździe 69:57. Ambicja drużyny spod Wrocławia w połączeniu z faktem, że zaczyna się decydująca faza sezonu zwiastowały ciekawe spotkanie.

Rzeczywiście, goście od początku meczu pokazywali, że nie przyjechali do stolicy Dolnego Śląska, by się bronić. To oni lepiej weszli w spotkanie, w pierwszych minutach zdobywając kilkopunktowe prowadzenie. Trójkolorowi sprawiali wrażenie stremowanych, grali nieco nerwowo, momentami zbyt indywidualnie i za szybko starali się kończyć akcje rzutem. Taktyka drużyny Adama Omelana  nie różniła się znacząco od tej ze spotkań ligowych. Zawodnicy Maximusa najlepiej czuli się na półdystansie, skąd w pierwszej kwarcie trafiali niemal wszystkie rzuty. Śląsk nie pozwalał rywalom odskoczyć przede wszystkim za sprawą świetnie spisującego się pod koszem Aleksandra Dziewy. Środkowy w momentach, kiedy drużyna miała problem z przebiciem się przez defensywę Kątów, brał na siebie ciężar gry, dostawał piłkę w izolacji i prezentując szeroki wachlarz zagrań ofensywnych, wykorzystywał niedoskonałości defensywne Wojciecha Supruna. Po chwili na parkiecie pojawili się zmiennicy, którzy stopniowo zaczęli przywracać odpowiedni rytm gry Śląska. Po podaniu Michała Musijowskiego, trójkę równo z syreną kończącą pierwszą kwartę rzucił Dominik Wilczek, ustalając wynik na 18:16 dla gości.

Drugą część gry Trójkolorowi rozpoczęli od serialu punktowego 10-4. Pozwolił on po raz pierwszy w tym meczu wyjść gospodarzom na prowadzenie. Goście w ofensywie grali według takiego samego schematu. Po zasłonach czy pompkach, skracali dystans i kończyli akcje rzutem, lub dodatkowym odegraniem pod kosz. Kolejne oczka po stronie Śląska były dokładane głównie z linii rzutów osobistych, gdyż każdy przechwyt i wyjście do kontry kończyło się faulami ze strony zawodników Kątów. Wynik po dwóch kwartach wciąż pozostawał jednak niepewny - Trójkolorowi prowadzili 36:32.

Obraz gry w trzeciej ćwiartce był bardzo podobny. Drugą część gry gospodarze wygrali sześcioma punktami, przedostatnią – pięcioma. Około dziesięciopunktowa przewaga pozwoliła Trójkolorowym na nieco swobody w grze, co z kolei przełożyło się na jej lepszą płynność i skuteczność. Z tym aspektem gry zaczęli za to wreszcie mieć problem zawodnicy Maximusa. W ich drużynie do kosza trafiali już w zasadzie tylko liderzy – Wojciech Suprun i Tomasz Giniewski, nieustannie dystans dzielący obie drużyny był jednak wyraźny. Na pięć minut przed końcem spotkania, jakiekolwiek szanse na zwycięstwo zaczęły gościom wymykać się z rąk. Przy stanie 66:56 Wojskowi zaliczyli kolejny istotny serial punktowy, tym razem 11-3, który okazał się być dla rywala ostatnim gwoździem do trumny. Zawodnicy z Kątów Wrocławskich zaprezentowali się w tym meczu całkiem przyzwoicie, na koniec jednak musieli uznać wyższość Śląska i jego wygraną 83:60.

- Pierwszy mecz play-off zawsze ma swoją nerwowość i frustrację. Być może chłopców na początku nieco zjadła trema, ale nie robiliśmy z tego tragedii. Wiadomo, że dla nich granie w play-offach to jest duża sprawa, większość z nich po raz pierwszy w swojej krótkiej karierze sportowej w czymś takim uczestniczy. Ale nie panikowaliśmy, chcieliśmy przez całe czterdzieści minut realizować nasze założenia, wiedzieliśmy też, że mamy dłuższą ławkę. Zespół z Kątów nas niczym nie zaskoczył, z kolei my sami parę razy zaskoczyliśmy siebie błędami w obronie, których wiedzieliśmy jak się ustrzec, a jednak to się nie udało. W pierwszej połowie mieliśmy problem ze skutecznością zza łuku, drugą w ofensywie zagraliśmy dużo lepiej i przewaga sama zaczęła się budować tak, że ten wynik był dosyć bezpieczny – komentował spotkanie Jacek Krzykała, asystent Dominika Tomczyka.

Problemem gości zdecydowanie była krótka ławka rezerwowych. Cała kadra meczowa składała się z zaledwie dziewięciu zawodników. Siłą rzeczy musiało odbić się to na skuteczności w drugiej połowie meczu. Poprzednie starcia pokazały też, że w drużynie Kątów Wrocławskich brakuje strzelców dystansowych, a jeden z niewielu przyzwoitych w tym aspekcie zawodników – Bartosz Zubik był wczoraj nieobecny. W całym spotkaniu goście zza łuku trafili tylko raz przy jedenastu podjętych próbach. Koszykarze Śląska też nie byli wczoraj w tym aspekcie najlepiej dysponowani, ale trafili sześć trójek. Doskonale za to spisali się na linii rzutów osobistych, gdzie zdobyli aż dwadzieścia pięć oczek z trzydziestu rzutów. Było to pokłosiem olbrzymiej liczby fauli gości (25). Trzech graczy Kątów Wrocławskich skończyło mecz z czterema przewinieniami, tyle samo miało po trzy faule na koncie. Najlepiej naprzeciw kosza spisał się Maciej Krakowczyk (6/7), najlepszy punktujący tego spotkania (17). Po 14 punktów zanotowali Jakub Musiał i Dominik Wilczek, 10 zaliczył Mateusz Stawiak, a Aleksander Dziewa w swoim stylu dołożył double-double składające się z 13 oczek i 12 zbiórek. Trójkolorowi rozdali 20 asyst, aż dziewięć z nich było autorstwa Michała Musijowskiego. Podobnie jak w poprzednich starciach obu drużyn, najlepszym graczem Maximusa był Wojciech Suprun, zdobywca 16 punktów (8/12 z gry). 14 oczek dołożył Sławomir Dźwilewski, 11 Tomasz Giniewski.

- Mamy dużą rotację i każdy zdaje sobie sprawę z tego, że musi swoją cegiełkę dokładać. Są tacy, którzy spełniają role zadaniowców, dzięki czemu ciężar punktowy może się rozkładać na wielu zawodników. To istotne, bo często olbrzymie znaczenie w występach poszczególnych graczy ma po prostu dyspozycja danego dnia. Jednego dnia ktoś może grać świetnie po trzydzieści minut, drugiego ktoś inny zaskoczy, więc na tym to polega, to jest siła zespołu. Nie chcemy pokazywać, że mamy jednego czy dwóch liderów punktowych, ale zawsze mieć parę opcji w ataku. Rewanż na pewno nie będzie łatwy, zawodnicy Kątów grają ambitnie, a do tego na ich hali może dołączyć do nich gracz z pierwszej piątki Bartosz Zubik, który może okazać się dla nich kluczową opcją w ataku. My skupiamy się na razie na sobie, chcemy budować dobre morale zespołu na kolejne mecze. Postawiliśmy pierwszy krok w kierunku drugiej rundy, ale na ten moment jeszcze o niej nie myślimy. Musimy pracować nad tym żeby budować formę drużyny tak, by była w jak najlepszej dyspozycji kiedy nadejdą te kluczowe mecze o awans – dodał trener Krzykała.

Rewanż w Kątach Wrocławskich już w najbliższą sobotę o godzinie 20. Z racji głośnego dopingu lokalnej publiczności z pewnością będzie to jeszcze trudniejsze spotkanie. Pewne jest jednak to, że Trójkolorowi dadzą z siebie wszystko, by zakończyć pierwszą rundę play-off w dwóch spotkaniach i spokojnie czekać już na następnego rywala z pary Termo-Rex Jaworzno – Politechnika Opolska. Hej Śląsk!

Adrian Łysek

Tabela

{"type":"short","name":"getLeagueTable","teamid":1819,"seasonid":19,"leagueid":4,"groupid":378}

Wideo